To, co zamierzam napisać będzie bardzo prywatne i intymne. Tajemnica, która nigdy nie miała być sekretem.

Po prostu czekaliśmy na właściwy moment, by móc powiedzieć TO na głos. Niestety, nie doczekaliśmy się tego „właściwego momentu”, a teraz minął bezpowrotnie. Mimo wszystko, nie zamierzam siedzieć cicho i chcę podzielić się tym, jaka niesprawiedliwość nas spotkała. Jak bardzo oszukało nas życie.

Na początku muszę nakreślić cały obraz: dwoje młodych ludzi, którzy – mimo upływu wielu lat – bardzo się kochają i rozumieją. Tworzą wspólną przyszłość. Mają pracę, meblują swoje mieszkanie i planują ślub według własnych zasad. Szczęściarze.

W końcu spotkała nas ogromna niespodzianka. Coś, co odwróciłoby nasze życie o 180 stopni.

Wymagałoby to zmiany dotychczasowych planów, ale byliśmy na to gotowi.

Spodziewaliśmy się dziecka…

Z tą wiadomością planowaliśmy zaczekać do momentu, gdy wszystko będzie już pewne i bezpieczne. Wydawało mi się, że to tylko taka „formalność” – przecież skoro na teście są dwie kreski, to jest to już pewne. Niestety, nic bardziej mylnego…

Wszystko działo się bardzo szybko, a z drugiej strony – zwykły tydzień ciągnął się w nieskończoność.

W dniu, gdy tak zwana „formalność” miała się dopełnić… wszystko poszło nie tak. Zamiast wyjść z gabinetu lekarskiego z radością wypisaną na twarzy, zdjęciem z usg w dłoni i wskazówkami na kolejne tygodnie… Wyszłam ze łzami w oczach, przepełniona strachem, ściskając kurczowo receptę. Dowiedziałam się o zagrożeniu poronieniem.

Potem było już tylko gorzej…

Nasza dwudniowa walka o cud (leżenie w łóżku, branie tabletek i nie ruszanie się z miejsca), zakończyła się po sześciogodzinnym pobycie na izbie przyjęć. Gdy lekarz oznajmił nam, że była to tylko pomyłka organizmu i… no, tak w sumie, to nic się nie stało. Tak zareagował organizm i tyle. Ból i gniew, który mi wtedy towarzyszył… są nie do opisania. Jednak wcale nie dziwię się lekarzowi – w swojej pracy napatrzył się na takie przypadki i ciężko szukać w nim empatii czy współczucia. Dla niego to zwykła statystyka. Zdarza się. Nic nadzwyczajnego.

Jak bardzo oszukało nas życie

Jak bardzo oszukało nas życie. Przepełnia mnie złość, czuję się oszukana. I mam do tego prawo.

Przecież to nie powinno tak działać. Zawsze myślałam: jesteś w ciąży = masz dziecko. No, chyba, że wydarzy się coś naprawdę złego – ale to zrozumiałe. Nie rozumiem po prostu jak coś takiego może okazać się zwykłą pomyłką?

Jak mam przejść do codzienności po tym, gdy byłam w ciąży, a teraz nagle nie jestem, bo wystąpił błąd?

Wszyscy wokół, którzy byli w ciąży, wychowują teraz swoje dzieci. Ludzie, których znam i którzy często wpadli z kimś, z kim już nie są. Ludzie, którzy nie mają warunków. Ci, którzy są jeszcze mentalnie nastolatkami… Byli w ciąży i to nie była pomyłka.

…Dlaczego to moja okazała się pomyłką?

Jak bardzo oszukało nas życie

Otrzymałam ogromną lekcję od życia.

I uważam, że chociaż ciężko się o tym mówi, a słuchacze nie wiedzą co na takie wyznanie odpowiedzieć, to nie warto tego ukrywać. Jak widać – może to spotkać każdego i to zupełnie bez powodu. Czego nikomu absolutnie nie życzę.

Co pozostaje nam zrobić w takiej sytuacji? Kompletnie nic, musimy iść dalej…

A marzenia, plany pokoiku, czasopisma dla ciężarnych, czy wybór imienia wsadzić w pudełko i wyciągnąć je za jakiś czas, gdy już wszystko się ułoży. To byłoby najrozsądniejsze. Ale jak uciszyć niekończące się myśli, wyzbyć się poczucia winy i powstrzymać serce od zaciskania się na każdą wspominkę otoczenia o dziecku? Jak powiedzieć rodzinie, by przestali naciskać na wnuki?

O poronieniu nie da się zapomnieć. To już zawsze pozostanie z nami. Gdzieś tam, z tyłu głowy, każdego dnia.  

O ciąży nie wiedzieliśmy zbyt długo, ale to nie ma dla mnie żadnego znaczenia.

Znaczenie ma teraz to, że po tym wszystkim czuję, jak bardzo chciałam tego dziecka. I nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopóki nie odeszło.

Teraz dopiero zaczynam rozumieć to wszystko. Całe to poświęcenie rodziców.

Dziecko nie niszczy Ci życia. Ono zmienia je na zawsze, zmienia Ciebie…

Mnie zdążyło zmienić, nawet przez tę krótką chwilę.

Mam nadzieję, że kolejnym razem nam się uda.

 

I teraz również wiem już, że gdzieś tam są dziesiątki innych kobiet.

Innych par, które oczekiwały tego samego cudu, a doświadczyły podobnego bólu i straty.

Nie bójmy się mówić o tym otwarcie. O tym, co nas spotyka.

Zarówno tym najbliższym, jak i tym zupełnie nieznanym. Bo być może nie są w stanie wyobrazić sobie tej sytuacji i utożsamić się z tym, co przeżyłyśmy. Jednak każdego może to spotkać.

I być może komuś będzie choć odrobinę lżej ze świadomością… że nie jest sam. 

Dlaczego piszę o tym właśnie dziś? Kilka tygodni po całej tej sytuacji? Ponieważ właśnie dziś, 15 października, jest Dzień Dziecka Utraconego. Nie chcę robić z tego żadnej akcji, ani manifestacji. Po prostu czułam, że to najlepsza data, aby móc podzielić się tym wszystkim z Tobą.

 

A jeśli masz takie dziwne przeświadczenie, że fajnie by było podać nam swój adres e-mail z własnej nieprzymuszonej woli i otrzymywać od nas powiadomienia o nowych postach (i nie tylko), no to w zasadzie my się wcale nie obrazimy.



 

Komentarze Facebook